Studia wyższe w USA coraz droższe

gdzie studiować i dlaczego socjologię, gdzie zdobyć dodatkową wiedzę socjologiczną
ODPOWIEDZ
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Studia wyższe w USA coraz droższe

Post autor: Ritter »

Szybko rosnące koszty studiów wyższych w USA sprawiają, że coraz więcej Amerykanów nie stać na zapewnienie swym dzieciom wyższego wykształcenia - to konkluzja najnowszego raportu krajowego centrum ds. polityki publicznej i szkolnictwa wyższego (National Center for Public Policy and Higher Education).

Od 1982 do 2007 roku koszt czesnego wraz z innymi niezbędnymi opłatami, jak pokój w akademiku, wzrosły o 439 procent, i to po uwzględnieniu inflacji. W tym samym okresie średni dochód amerykańskiej rodziny wzrósł tylko o 147 procent.

Studenci muszą coraz więcej pożyczać na pokrycie tych kosztów; w ostatniej dekadzie ogólna wartość tych pożyczek wzrosła dwukrotnie, co oznacza potem zadłużenie na wiele lat.

Jak podano w raporcie, koszt studiów na czteroletnim publicznym uniwersytecie stanowił w zeszłym roku 28 procent średniego dochodu rodziny, podczas gdy koszt nauki na uniwersytecie prywatnym - 76 procent średniego dochodu.

Uniwersytety prywatne przedstawiają na ogół znacznie wyższy poziom nauczania niż publiczne. Opłata za rok nauki na najlepszych uczelniach w USA, jak Harvard czy Princeton, sięga obecnie około 50 tysięcy dolarów.

W przyszłym roku uniwersytety publiczne planują kolejne podwyżki czesnego, np. na Florydzie o 15 procent, a w stanie Waszyngton 20 procent.

Wiele zamożniejszych uczelni przyznaje studentom z rodzin o niższych dochodach wysokie stypendia wyrównawcze, pokrywające znaczną część normalnych kosztów studiów.
Źródło: PAP
Artykuł: tutaj
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

A to jeden z komentarzy:
Bzdura!!! Amerykanie to lenie, i mam konkretne tego przykłady!!!

Znam kogoś kto miał duży rachunek za szpital i przerwał studia w USA by spłacać rachunek za szpital. Ta osoba po pewnym czasie olała ten dług, i zaczęła studiować. Ma 0 dochodu nawet nieoficjalnego, teraz studiuje, utrzymuje 2 mieszkania, kupuje żarcie, książki, i utrzymuje samochód + <3000 dolców od matki z Polski na semestr i ma spokój i może spokojnie studiować mimo że całkowity majątek tej osoby mieści się (uwaga!!!) w 5000 dolarów. To, że rodzica kogoś kto utrzymuje 2 mieszkania nie stać na wsparcie w wysokości 3000 dolarów na semestr na studia w USA świadczy trochę raczej o amerykanach - o tym, że są patologiczni. Mają demokrację, ostatnia okupacja USA była przed wojną secesyjną. W życiu od tamtego czasu na swych terytoriach USA nie miały wojny (poza drobnymi epizodami praktycznie nie mającymi znaczenia w odniesieniu do dzisiaj i to kompletnie nic w porównaniu z tym przez co przeszła Polska), zawsze praktycznie mieli wolność i nie stać ich na to żeby wydać 3000 dolców na rok, lub na semestr na naukę dla dziecka? Dlaczego nie wytaczają procesów systemom pomocy finansowej?? W USA pełną pomoc na studia ma prawo otrzymać każdy nawet jeśli jest bankrutem i ma mnóstwo niepospłacanych długów. Poza tym w Polsce co najmniej 70% społeczeństwa ma tytuł magistra, gdy w USA co najwyżej 30% osiągnęło tytuł co najmniej licencjata (i to tyczy się nawet czasów za Reagan'a). Amerykanie nie traktują kształcenia na poważnie. Mnóstwo amerykanów pracuje podczas studiów!!! Ten fakt sam w sobie świadczy, że amerykanie nie traktują nauki na poważnie. Wielu rodziców swoje dzieci w USA wypisuje w wieku 16 lat ze szkół i posyła do roboty na stacji benzynowej czy do sprzątania kibli czy na budowę, czy na kelnera itp. i w USA przeciętny amerykanin to nazywa karierą i traktuje jako powód do dumy. W Polsce nawet za głębokiej komuny, nawet wiecznie zapity cieć takiego życia nie nawzwałby karierą. Amerykanie to szalenie mało ambitny naród, szalenie pyszny i dumny nawez z rzeczy i faktów których powinien się wstydzić. Przykład: Spotkałem mnóstwo amerykanów, którzy dumni są ze swoich dzieci bo ich 16 letni syn pracuje na budowie po 16 godzin na dobę przez co najmniej 5 dni w tygodniu, albo dumni bo 12 letni syn zamiata ulice i parkingi po szkole, albo dumny rodzic bo ich 16 letnia córka pichci w garach w jakimś sklepie czy restauracji przez 7 dni w tygodniu po 10 godzin na dzień. Polak by się tego wstydził, i Polacy taką pracę wśród młodzieży uznają za cechę krajów 3go świata, a amerykanie są z tego dumni (to tak jakby być dumnym z tego, że twoja ojczyzna jest krajem 3go świata). Polak jest dumny gdy jego dziecko jest wzorowym uczniem lub doskonałym studentem dostającym stypendia na Oxfordzie czy Cambridge, albo gdy nie poszło na studia, ale za to w wieku 19 lat bije kapuchę o grubości 700 000zł/rocznie lub więcej prowadząc własną firmę, gdy amerykanin jest dumny gdy jego 16 letnie dziecko nie chodzi do szkoły tylko szoruje kibile lub pompuje benzynę na stacji beznynowej. Dlatego USA stoi w miejscu. W Polsce rodzice zapisują majątki swoim dzieciom. Dzieci w Polsce kontynuują businessy, a później wnuki. Majątek się akumuluje z pokolenia na pokolenie. Nawet jeśli ktoś w Polsce pochodzi z rodziny spawacza i sprzątaczki i był biedny, ale się dorobił porządnego majątku i jest bogaty to majątek przekaże swoim dzieciom i one już w biedzie nie będą zaczynać i na dodatek z chęcią je pośle na studia i zrobi wszystko żeby rozwinęły business jeśli będą chciały lub żeby się wykształciły jeśli będą chciały studiować. W USA natomiast dzieci zaczynają od 0 (praktycznie wszyscy bez wyjątku). Nawet mówi się, że Bill Gates zostawił nic swoim dzieciom (w co nie chce mi się wierzyć), ale w USA to normalne. Widziałem zdjęcia pewnych miejsc z lat 50' -miasteczka mające po co najmniej kilkanaście tysięcy mieszkańców w USA. Dziś w 2008 miasteczko to wygląda dokładnie tak samo. Spoktałem w USA człowieka, który dumny jest ze swej pracy. Powiedział mi, że z wykształcenia jest architektem (moim zdaniem to super wykształcenie), ale ten gość pracuje jak cieć, jak zwykły muraż. Pracuje po 16 godzin na dobę, 6 dni w tygodniu (robiąc robotę ciecia) i jeździ co najnmniej 30 letnim trupem i mówił mi, że cieszy się, że mu starcza na opłaty (raczej na więcej mu nie starcza bo gdyby starczało to miałby pewnie lepsze auto). Wygląda na strasznie spracowanego człowieka i powiedział mi, że on tak tyra już 25 lat. Wydaje mi się, że gdyby Polak w Polsce (lub Polak który żył w Polsce niedawno i byłby w USA) znalazłby się w takiej sytuacji i gdyby po 7 czy 10 latach takiej tyraniny nie byłby milionerem w euro, to by się zastanowił i zmieniłby strategię. Jeśli zmiany strategii nie przyniosłyby mu milionów przy tak ciężkiej pracy to wolałby kompletnie nie robić czegokolwiek i mieć nędzę obijając się, niż mieć dokładnie taką samą nędzę ciężko tyrając po 16 godzin na dobę przez 6 dni w tygodniu. Nawet ludzie w USA, którzy podają się za katolików pracują w Niedzielę!!! W życiu natomiast nie słyszałem o żydzie w USA pracującym w piątek po południu i w sobotę. Amerykanie to najmniej ambitny naród z jakim się spotkałem (może poza cyganami). Amerykanie są dosłownie dumni z tego, że są cieciami. Żyją jak ciecie, jedzą takie żarcie, że nawet psa bałbym się tym ich żarciem karmić, są roztyci grubi, mają niskie standardy, mają syf i poprostu są dumni!!! Dumni z tego, że są cieciami, że mają bajzel, że ich kraj stoi w miejscu, że nie kształcą dzieci i że oni i ich dzieci tyrają ciężko za grosze jak ciecie, że nie mają spadku dla dzieci, dumni bo mają rodziców w domach starców, że zabijają ludzi w Iraku w imię ropy za którą u siebie w USA nawet nie będą mieli zniżki, a za którą właściciel rafinerii i odwiertów będzie bił miliardy. Dumni, że nie mają ambicji i że nie kształcą dzieci, dumni, że mają bombę atomową (którą opracowali tak naprawdę obcokrajowcy np Pauli w tym niemieccy żydzi (Einstein, Teller itd)). Co prawda jest to powód do dumy, ale dziś każdy kraj może zrobić bombę wodorową. Nawet takie Indie gdzie ludzie chodzą na bosaka i tyłki w gołe ręce wycierają mają bombę atomową. Amerykańskie uczelnie należą do najlepszych na świecie (ale tylko niewielki odsetek), ale ile % amerykanów otrzymuje dyplomy z takich uczelni? -Naprawdę niewielki. Więc z czego przeciętny amerykanin może być dumny co jest powiązane z nim? -Z niczego!!! Ale jest dumny, np z tego, że ma syf we własnym kraju, że daje się cwaniakom robić w konia i traktować jak cieć!!! Mają swoją czymkolwiek nie uzasadnioną dumę i nic więcej. Dumni z z doskonałych uczelni w USA mogą być ci którzy je pokończyli i ci którzy przyczyniają się do ich jakości (elitarni naukowcy), ale nie ciecie (stanowiący zdecydowaną większość społeczności amerykańskiej), którzy nawet nie potrafią rozwiązać równania kwadratowego!!!
Źródło: Forum Onet
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
EnOKa
****
Posty: 287
Rejestracja: pt kwie 06, 2007 2:00 am
Lokalizacja: ok/Poznania

Post autor: EnOKa »

Ciecie, ciecie, ciecie, ciecie, ciecie...
Innego słowa gość chyba nie zna?!
Nie można tak uogólniać i nazywać wszystkich cieciami. W każdym kraju są ludzie, którym się wiedzie i tacy, którym się nie wiedzie.
Skoro w USA wszystkie dzieci zaczynają od 0, to dlaczego Amerykanie są na takim poziomie gospodarczym na jakim są?

"...ten gość pracuje jak cieć, jak zwykły muraż. Pracuje po 16 godzin na dobę, 6 dni w tygodniu (robiąc robotę ciecia) i jeździ co najnmniej 30 letnim trupem i mówił mi, że cieszy się, że mu starcza na opłaty (raczej na więcej mu nie starcza bo gdyby starczało to miałby pewnie lepsze auto). Wygląda na strasznie spracowanego człowieka i powiedział mi, że on tak tyra już 25 lat..."
Że pracuje jako murarz, tzn. znów "jest cieciem" - bo w Polsce nie ma murarzy?! Czy samochód tak naprawdę świadczy o zamożności? Czy każdemu zależy na super samochodzie? Może ten facet ze 2 razy w roku wyjeżdża na jakieś zagraniczne wycieczki i poznaje świat, bo to go ciekawi, a nie wsadzanie tyłka do jakiegoś luksusowego samochodu. A w Polsce mało jest ludzi z wyższym wykształceniem, którzy nie mogą znaleźć pracy w swoim zawodzie (taki cudowny kraj - ale to temat na osobną dyskusję) i pracują przykładowo jako murarz?

W komentarzu jest trochę racji i trochę przesady - mniejsza o to.

Co do tekstu Z PAP. A w Polsce studia są tanie? Ile kosztuje semestr na studiach, a jaka jest średnia krajowa - ale ta prawdziwa, nie ta którą zawyżają dyrektorzy wielkich firm. Moim zdaniem 2,3,4tys. to nie są małe pieniądze, że nie wspomnę już o takich studiach jak medycyna itp.
Próbuje się z Amerykanów robić biedny naród który na nic nie stać, za to nas Polaków stać na wszystko. A najpiękniejsze jest to, że kończysz studia i nie masz po nich pracy, bo śmierdzi tu różnego rodzaju układami i układzikami.

Ucz się, ucz, bo nie znajdziesz pracy :twisted:
ODPOWIEDZ