Na pewno uczą nas socjologii?

gdzie studiować i dlaczego socjologię, gdzie zdobyć dodatkową wiedzę socjologiczną
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Na pewno uczą nas socjologii?

Post autor: Xylomena »

Czy to dobry pomysł, aby zakres nauczania poszczególnych przedmiotów akademickich na danym kierunku był zunifikowany - standaryzowany programem nauczania wytyczanym przez Ministerstwo?

Kiedy z historii socjologii dowiaduję się, że poszczególne teorie socjologiczne zaistniały na świecie dzięki temu, iż nauczyciel wyłożył je swoim studentom, albo że jakiś teoretyk był zatrudniony po to, aby mógł wykładać swoje teorie, czy otrzymywał katedrę tego przedmiotu, bo umiał go rozwijać swoimi koncepcjami, to zdaję sobie sprawę, że to są bajki z innego świata, które obecnie nie dotyczą już żadnego kraju, bądź lada moment nie będą dotyczyły (jeśli tylko zacznie pracę nabór uczony programem). Z dotychczasowym sposobem rozwijania socjologii, a więc uczeniem nowych myśli socjologicznych, więcej wspólnego ma to forum, niż uczelnie zajmujące się przerabianiem programów na to z jaką wiedzą powinien wyjść od nich student. I to nawet nie programów samych uczelni, którą zainteresowany mógłby sobie wybierać jako ofertę, ale obligatoryjnych, nazywanych standardem światowym... Niech wszyscy na całym świecie wiedzą równo, ale g-o., bo programowo to wolno im tylko recenzować dorobek socjologów z USA, ewentualnie tych szczęśliwców, których oni łaskawie zauważą i opiszą.

Ilu komentatorów potrzeba produkować do igrzysk, które dawno się odbyły? Kto będzie czytał socjologa, który jak ten dureń podda się takiemu drylowaniu mózgu? Znowu ten, którego będzie się do tego zmuszać programem i który na dzień po wzięciu za to świadectwa nie będzie chciał o tym pamiętać, co przeczytał?

Socjologia to nie krytyka filmowa, ani literaturoznawstwo, aby odrywanie studenta od własnej percepcji świata i przenoszenie na cudze płaszczyzny, które musi przyswajać jako własne, a najmniej standaryzowane, miało jakikolwiek sens!
Awatar użytkownika
kot
***
Posty: 43
Rejestracja: wt maja 08, 2007 2:00 am

Post autor: kot »

Czy można być dobrym lekarzem nie znając dorobku wieków medycyny? Czy poznanie tego dorobku zabrania lekarzowi posiadać własne teorie?

Nie, z socjologią jest podobnie.


Wg mnie próbujesz wyważyć drzwi szeroko otwarte. Wszystko jest kwestią pewnej <hmmm> cierpliwości i rozwagi.




No i perełka:
Niech wszyscy na całym świecie wiedzą równo, ale g-o., bo programowo to wolno im tylko recenzować dorobek socjologów z USA, ewentualnie tych szczęśliwców, których oni łaskawie zauważą i opiszą.


Gargamel zwykł mawiać GRRRRR jak ja nie cierpie smurfów.
Xylomena czasem sprawia wrażenie, jakby jej mottem było GRRRR jak ja nie cierpie USA.
W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to dowodami mogli obalić?
Nietzsche
EnOKa
****
Posty: 287
Rejestracja: pt kwie 06, 2007 2:00 am
Lokalizacja: ok/Poznania

Post autor: EnOKa »

KOCIE, chodzi o coś w stylu propagandy PRLu z lat 50-ych?

Ma chłopak rację. Odkrycie czegoś co zostało już dawno odkryte, to nie odkrycie - mało heurystyczna wizja. Aby wymyśleć nową teorię musimy najpierw posiąść wiedzę na temat tego, co zostało już przez innych powiedziane, skonfrontować to z naszymy spostrzeżeniami i... wtedy działać.
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Porównywanie medycyny do socjologii nie jest właściwe, ponieważ do lekarza nie należy bycie twórcą. Jest przedstawicielem nauki przyrodniczej o rozwoju ewolucyjnym i zgodnie z charakterem owej nauki obowiązuje lekarza stosowanie tzw. aktualnego stanu wiedzy, dzięki czemu może być ona rozprzestrzeniana i weryfikowana jako dobro wspólne. To, że w praktyce lekarz często eksperymentuje na pacjencie uważa się (zupełnie słusznie) za wadę, uchybienie w pracy.

Natomiast z socjologa, który nie jest kreacjonistą nie ma najmniejszego pożytku. Socjiologię poznajemy w oparciu o teorie niezadowalające, niesprawdzające w praktyce (całkiem coś innego, niż to co leczy) i na dodatek w sposób wyrywkowy, szczątkowy, bo tylko uchodzące za najbardziej znane, a ostatnio z utworzonym kanonem, co poznać wypada (o tym temat). Teorie socjologiczne są niekompatybilne ze sobą (czyli ani do tego, żeby się skutecznie wykluczać, ani współistnieć - nie dotyczy ich rozwój ewolucyjny jak np. w przyrodzie, fizyce) i jest ich tak dużo, że możnaby je czytać do samej śmierci. Miłej lektury, EnOKa...

Oczywiście nie sposób kogokolwiek nauczyć bycia twórcą, i nie tylko w dziedzinie socjologii. Jednak to smutne, że przeciętny nauczyciel akademicki na socjologii (uczy mnie cały jeden wyjątek - apropos wyliczenia przeciętności), nie chce lub nie potrafi mieć swoich poglądów socjologicznych, bądź choćby na socjologię. Nawet jak już psychicznie nie wyrabia od przeżuwania ze studentami w kółko tych samych tematów, to w ramach przerywnika można się dowiedzieć tylko jakie ma problemy osobiste - z żoną/mężem, dziećmi, wyznaczonym grafikiem pracy, wysokością pensji, czy znowu nadchodzącymi wyborami (szczyt orginalnosci, to opowieści o posiłkach, czy zaobserwowanym gdzieś ekscesie).
EnOKa
****
Posty: 287
Rejestracja: pt kwie 06, 2007 2:00 am
Lokalizacja: ok/Poznania

Post autor: EnOKa »

Lekarz, tak jak socjolog, powinien być twórcą. Jeden i drugi bazując na odkrytywczości innych, którzy byli przed nimi, powinni tworzyć sami. Owa twórczość u lekarza powinna obiawiać się np. odkryciem jakiegoś środka na nieuleczalną dotąd chorobę, u socjologa natomiast, odkrywaniem nowych praw rządzących społeczeństwem. Jeśli zaś jeden czy drugi spocznie na laurach, to... jest jak jest (jak sama wyżej opisałaś). Takie jest moje zdanie i nie musisz się z nim zgadzać.
A uczą nas tego czego sami się nauczyli, jeśli nie jesteśmy kreatywni, to już nie ich wina (przynajmniej nie bezpośrednio). Dlatego odpowiadam, że uczą nas socjologii.
elfith
**
Posty: 15
Rejestracja: wt gru 04, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Nibylandia (zDolny Śląsk)

Post autor: elfith »

Xylo, piszesz, że nie podoba Ci się ujednolicanie programów itp, a mi się wydaje, że to nawet lepiej, bo:
- łatwiej się przenieść na inną uczelnię (mniejsze róznice programowe)
- można skorzystać z programów wymiany studentów (jak np. MOST sama chciałabym spróbować)
itd.

To, co masz na wykładach i ćwiczeniach to absolutne podstawy, których uczy się praktycznie każdy z nas na socjologii;
i to, co masz na zajęciach, to nie wszystko co w socjologii piszczy. Studia to nie podstawówka.
To, co jest na wykładach to tylko BODZIEC do dalszych (Twoich) twórczych poszukiwań. W bibliotece półki wręcz uginają się pod ciężarem znajdujących się tam książek socjologicznych, więc czemu im trochę nie ulżyć i po nie sięgać od czasu do czasu? Nie tylko po te, z których masz przeczytać dwa rozdziały na następne ćwiczenia, ale też te, które są z tematem zwiazane, lub te, których temat najbardziej Cię interesuje.
Jeżeli na wykładzie masz np. emergentny strukturalizm, to sięgnij po Szmatkę - czytanie oryginału może być pasjonujące, a często również lepiej pozwala zrozumieć, co autor (bądż wykładowca) miał na myśli.

W medycynie też były rewolucje - nie była to spokojna ewolucja.
A co do teorii socjologicznych... Sztompka przytaczając cechy teorii naukowej, wykazuje, że w socjologii nie ma teorii w pełnym tego słowa znaczeniu - jedne przeczą drugim, nie są komplementarne itp. ale czy to nie jest socjologia? Według mnie jak najbardziej jest to socjologia.
welcome to my world
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Przy świadomosci, czym jest socjologia nie ma potrzeby tworzenia dla niej planu właśnie z uwagi na jej niespójnośc i niekomplementarnośc. Wartościowania, że jakieś teorie są warte zapoznawania z nimi studentów, a inne - nie, przeczą założeniom socjologii.
Jeżeli uniemożliwiac studentowi przenoszenie się na różne uczelnie z powodu znajomości innej części socjologii, niż zadana, niż umie ocenic nauczyciel (i tylko o to chodzi w programie), to w ogóle nie wiadomo po co go uczyc.
Działania przeciwko różnorodności nigdy nie były działaniami rozwojowymi, tylko ten rozwój zatrzymującymi (jak stało się z filozofią, która zamieniła się w zwyczjną historię, choc w specyficznym zakresie; skończyła się).
elfith
**
Posty: 15
Rejestracja: wt gru 04, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Nibylandia (zDolny Śląsk)

Post autor: elfith »

Droga Xylo,
gdybyś chciała zapoznać się z wszystkimi teoriami oscylującymi wokół zagadnień socjologicznych, nie miałabyś czasu na studiowanie innych przedmiotów - z rok (jak nie dłużej) miałabyś HMS. Okrojenie materiału, zawężenie go do absolutnego minimum jest logiczne, a nawet konieczne. Co z tego, że występują różnice w wykładach różnych profesorów - zauważ, że da się wyróżnić wyraźny trzon wiedzy, którą wykładają wszyscy.
Podobnie jest z innymi przedmiotami. Heh śmieszna sprawa, bo np. u mnie na pierwszy rzut oka wydaje się, że z roku na rok są diametralne zmiany w planie studiów. Okazuje się jednak, że zmiany nie są aż takie duże czasami wypadnie jakiś przedmiot (tzw. zapchajdziury), a inne zmieniają tylko nazwę.

To nie jest tak, że nie przyjmuje się studenta z powodu dużych różnic programowych. Przyjmuje się go, czemu nie - tylko sam student może mieć spooro zaległości do nadrobienia i to już jego broszka, czy mu się uda czy nie.

Pewne ujednolicenie jest programów jest wg mnie pewnym ułatwieniem właśnie dla studentów. Nie mówiąc już o tym, że wprowadzają system 3+2.

A filozofia? Nie skończyła się :)

PS: z tego co piszesz, to nawet Szacki dostałby od Ciebie po głowie, bo - o zgrozo! - nie opisał w swojej książce wszystkiego, bądź skupił się na rzeczach mało przydatnych przy rozważaniach nad danym Gostkiem.
welcome to my world
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

No, pewnie by dostał, o czym najlepiej świadczy fakt, że z moich rąk wrócił do biblioteki nie doczytany nawet do połowy :lol: . O Platonie powiedział mi parę rzeczy niestereotypowych, dlatego nie mam powodu wieszac na nim specjalnie psów - lubię ludzi widzących to na co inni ich nie wprowadzili, tylko własna duchowośc.
W życiu nie chciałabym znac wszystkich teorii socjologicznych, bo wystarczająco mdło mi się robi, kiedy muszę znac te rachunki sumienia, które są w kanonie (i ani mi się śni znac wszystkie nawet z tych wybranych).
Zmiany w planach nauki zaobserwowałaś z roku na rok wcale nie paradokasalnie, ponieważ ja piszę w tym temacie o rzeczy zupelnie nowej, która weszła z tym rokiem akademickim na naszym kierunku nauczania.
socjopat
*****
Posty: 627
Rejestracja: pn lut 26, 2007 1:00 am

Post autor: socjopat »

Teorie socjologiczne ... hmm, ciężka sprawa, niektórzy z twórców mięli nasrane we łbie (choć w zasadzie, żaden z nich nie mijał się z celem) ale poznać przynajmniej te najważniejsze teorie wypada (skoro już mamy być socjologami :wink:
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Pewnie miałabym inne nastawienie do owego poznawania (niż mam), gdybym nie musiała tego robić w oparciu o receznje, skrypty i streszczenia, a więc przez czyjś pryzmat postrzegania o czym mowa. Ale może gdy już będzie więcej czasu po ukończeniu tej edukacji, przeczyta się coś autorskiego...
socjopat
*****
Posty: 627
Rejestracja: pn lut 26, 2007 1:00 am

Post autor: socjopat »

Może coś napiszesz (autorskiego)?

ps: Zmiana orientacji - piepszę teorie socjologiczne :twisted: /sesja (poległem na WTS, tzn. zdałem, ale marnie i moje stypendium wisi na włosku :oops: /
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Kpisz sobie ze mnie? Znasz jakiegoś studenta socjologii, który pisze w tym kraju więcej ode mnie? Jeszcze mały potop mną masz w newsach? Zresztą nie ma problemu zaraz wstawię dokładkę. Chyba, że masz na myśli jakąś księżeczkę mogącą robic za podręcznik do katowania studentów (od ręki lub po latach)... A to już zacznę się poważnie zastanawiac, bo nie jesteś pierwszym głosem na tą modłę :roll:.

Natomiast apropos piepszenia, to poległam w tym semestrze już trzykrotnie (znak, żeby porzucic g-nianą robotę od rana do nocy :wink: ). Właśnie na współczesnych teoriach socjologicznych (ale to tylko jednej osobie z roku udało się przejśc zerówkę u pani dr Wołk :lol:). Potem na angielskim (to nic, że w końcu wyciągnięty, porażka się liczy :oops: ). A po raz trzeci z historii myśli socjologicznej, w której zabrakło mi jednego punkta w teście oznaczającego sprawnośc :???: . Załatwiło mnie to, że był wielokrotnego wyboru i prawidłowa odpowiedź była za małą do uznania, bo wystarczyło dołożyć pojęcie, które jakiś socjolog zdążył zdefiniowac odrębnie z logiką i potocznym rozumieniem, żeby nie było OK (szczególnie, że nauczycielka cudzoziemka, jedynie z wiedzą wyuczoną w socjologii), ewentualnie pominąc jedeną z opcji bliskoznacznych. Przeszłam szewskim targiem za napisanie testu z makrostruktur na prawie 5 u tej samej osoby (i ten sam cholerny wielokrotny wybór, tylko już byłam powściągliwa w pojmowaniu za szerokim :wink: ).

Ale poprawek nie będziesz miał?
socjopat
*****
Posty: 627
Rejestracja: pn lut 26, 2007 1:00 am

Post autor: socjopat »

Ale poprawek nie będziesz miał?
Nie, nie będę, ja już jestem na kolejnym semestrze studiów (jak zapłacę za niego :wink: ), mam właśnie ferie, cały miesiąc, bo kolejny zjazd w ostatni weekend lutego :mrgreen:

Co do sesji, to gładko poszło, nie uczyłem się prawie nic (tylko na WTS poświeciłem trzy godzinki na dzień przed egzaminem), a średnia całkiem całkiem, zawaliłem ten cholerny WTS, bo to, co z góry założyłem, że na pewno nie bedzie - właśnie było :twisted:

Co prawda pan doktor nie chciał mi wpisać tej dochy, tylko chciał mnie pytać w lutym (chyba coś do mnie czuje :wink: ), ale ja wolałem ferie i sam sobie wpisałem ocenę, a ktoś inny poszedł z indeksem po podpis :oops:


ps: stwierdziłem, że ja się uczę dla wiedzy, a nie dla ocen, bo jak taka jedna osoba na forum kiedyś napisała, ocenianie jest do bani, czy jakoś tak :wink:
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Bardzo dobrze stwierdziłeś :cool: , tylko że cała ta operacja, którą opisujesz jest nieprawdopodobna 8O .
Nawet jak występują nauczyciele na uczelni z bardzo luzackim stosunkiem do ocen (i ja ich rozumiem oraz popieram, chociaż w momencie kiedy dostajesz piątki na równi z kimś kto nie umie nawet jasno i nie bełkotliwie poprosić o zeszyt, to nie jest takie fajne), to - po pierwsze - na każdej stronie indeksu widnieje twoje nazwisko i imię (czego można nie pamiętac wpisać - no dobra), a zasadniczo masz imienną kartę egzaminacyjną (wydawaną po uregulowaniu wszelkich wpłat w semestrze) zadrukowaną na ciebie, więc tam nie ma mowy o niejasności - czyja ona. Teoretycznie jedno bez drugiego nie działa - nie powinno byc zapisywane ocenami. No i trzecia przeszkoda przez którą się wpada w takich razach - protokół wykładowcy o ocenach, które udzielił studentom danej grupy. Po zebraniu takich robi się zestwionko, żeby było jasno, kto ma poprawki i Nikt bez spradzenia takiego dokumentu nie powiniem ostemplowywać indeksu o przepuszczeniu delikwenta do kolejnego semestru.
A bywają jeszcze dziwolągi szczególne do pokonania. Mamy np. nauczycielkę, która powręczała oceny na zadanych kwestionariuszach i kto taki dokument zagubił nie ma już szansy na wpis, bo sama nie odnotowała niczyich ocen (za to cztery razy zmieniła terminy egzaminu, do którego ja jeszcze się nie dobiłam, bo nie mam cierpliwości do proszenia się, kogoś tak niepozbieranego - niektórzy mieli).
ODPOWIEDZ