Wyznawcy Szatana istnieją tylko wirtualnie?

Filozofia społeczna, psychologia społeczna, etyka, antropologia kulturowa
Awatar użytkownika
kot
***
Posty: 43
Rejestracja: wt maja 08, 2007 2:00 am

Post autor: kot »

No i już jesteśmy prawie w domu.

Jesteś w stanie przytoczyć jakieś źródło (tylko nie ksiądz, egzorcysta, czy zakonnica, błagam!) które świadczy o istnieniu Ordo Templi Satanas lub Świątyni Seta w Polsce? Z notki w wiki.org to nijak nie wynika.
W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to dowodami mogli obalić?
Nietzsche
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

Hm, przytoczyć nie mogę, bo dostałem tylko do przeczytania i nigdzie to nie było publikowane. Pierwszy raz zobaczyłem wzmiankę o działalności Świątyni Seta w Polsce w Dominikańskim Centrum Informacji o Sektach, czy jak to się nazywa, nigdy nie pamiętam. :oops: Jako, że w źródła chrześcijańskie nie bardzo wierzę poprosiłem o potwierdzenie z organizacji niekatolickiej. Po wypełnieniu sterty biurokratycznego badziewia dostałem wreszcie upragniony dokument z którego wynikało, że w Polsce działa (działała w 2006 r., obecnie nie jestem w stanie tego zweryfikować) Świątynia Seta i, w znacznie mniejszym stopniu, Ordo Templi Satanas. Jako, że moje związki z wyżej wymienioną instytucją państwową uległy znacznemu pogorszeniu raczej już nikt mi akt nie da poczytać, ale u Dominikanów można to potwierdzić. Wbrew temu co się mówi o chrześcijanach, bracia inkwizytorzy - przynajmniej współcześnie o Tomasie de Torquemada nie da się tego powiedzieć :wink: - starają się podchodzić do wszystkich podejrzeń o czarownictwo, satanizm, etc. bardzo spokojnie i dokładnie badać wszystkie sprawy z tym związane. Zrozumiem jednak, jeśli nie uznasz tego za źródła wiarygodne, z racji tego, że nie mogę ich tutaj przytoczyć.

Ponadto jeśli chodzi o tą drugą organizację, to nie sądzę, żeby przetrzymała próbę czasu. Poza tym - moim zdaniem - nie należy jej klasyfikować jako organizacji stricte satanistycznej. No bo jak można wierzyć w Szatana odrzucając chrześcijaństwo? A wiara w Złego, który będzie się nazywał np. Iblis, Azazel czy Szejtan nie jest wiarą w chrześcijańskiego Szatana o jakim tutaj mowa. Skoro jednak światli Ojcowie Kościoła twierdzą, że są, ja także za nimi podaję.
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
Awatar użytkownika
kot
***
Posty: 43
Rejestracja: wt maja 08, 2007 2:00 am

Post autor: kot »

Ritter napisał
Hm, przytoczyć nie mogę, bo dostałem tylko do przeczytania i nigdzie to nie było publikowane. Pierwszy raz zobaczyłem wzmiankę o działalności Świątyni Seta w Polsce w Dominikańskim Centrum Informacji o Sektach, czy jak to się nazywa, nigdy nie pamiętam. :oops: Jako, że w źródła chrześcijańskie nie bardzo wierzę poprosiłem o potwierdzenie z organizacji niekatolickiej. Po wypełnieniu sterty biurokratycznego badziewia dostałem wreszcie upragniony dokument, z którego wynikało, że w Polsce działa (działała w 2006 r., obecnie nie jestem w stanie tego zweryfikować) Świątynia Seta i, w znacznie mniejszym stopniu, Ordo Templi Satanas. Jako, że moje związki z wyżej wymienioną instytucją państwową uległy znacznemu pogorszeniu, raczej już nikt mi akt nie da poczytać, ale u Dominikanów można to potwierdzić. Wbrew temu, co się mówi o chrześcijanach, bracia inkwizytorzy - przynajmniej współcześnie o Tomasie de Torquemada nie da się tego powiedzieć :wink: - starają się podchodzić do wszystkich podejrzeń o czarownictwo, satanizm, etc. bardzo spokojnie i dokładnie badać wszystkie sprawy z tym związane. Zrozumiem jednak, jeśli nie uznasz tego za źródła wiarygodne, z racji tego, że nie mogę ich tutaj przytoczyć.
Wierzę Ci na słowo, że takie papiren widziałeś.
A jak wygląda skala tego zjawiska? Członków ŚS liczy się w sztukach, dziesiątkach, setkach czy w tysiącach?

Bo zarejestrowanych pastarian, wyznawców Latającego Potwora Spagetti jest grubo ponad 10k w samych Stanach :cool:

Xylomena napisała
Może powinnam się z tego cieszyć, że to co piszę traktujecie w kategoriach ocen dla siebie, a najmniej aluzji służących kompromitowaniu waszych poglądów
Może nie powinnaś.
Jeśli piszesz o kimś, że "patrzy bez myślenia", to nie jest aluzja służąca kompromitowaniu jego poglądów. To jest zwyczajna obraza, wcale nie taka unikalna. Zwyczajnie chamska.

Xylomena napisała
A drugi mógłby powiedzieć równie prosto - to ja tak twierdziłem, a nie Ritter - to też woli urządzanie mi sądu za pomyłkę.
Wybacz, jakoś mi umknęło. Piszesz zawiłym językiem, czasem potrzebuję przeczytać dwa lub więcej razy twój tekst, zanim wyciągnę z niego meritum. Z powodu tej zawiłości, czasem odpuszczam sobie powtórki z czytania tego, co piszesz do innych userów - w tej liczbie do Rittera. Tak, to ja twierdziłem, że pseudosatanistyczne obrzędy, to kpina z obrzędów chrześcijańskich.

Xylomena napisała
Tak jak umiałam przedstawiłam mechanizm, to uniemożliwiający, w którego działanie wierzę,
Ale ja nie prosiłem o przedstawienie mechanizmu uniemożliwiającego, tylko umożliwiającego. Różnica ligwistyczna drobna, a logiczna wręcz kolosalna.
W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to dowodami mogli obalić?
Nietzsche
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

Zajrzałem do notatek. Raport, który widziałem mówił o dwóch grupach. Jedna, kilkudziesięciu osobowa działała na Śląsku. Druga, licząca około trzydziestu pięciu osób na terenie Lubelszczyzny i Podlasia. Zgodnie z informacjami, które wyczytałem wtedy, grupą ze Śląska rządził obywatel Niemiec. Jak to wygląda obecnie ciężko mi powiedzieć, aczkolwiek nie sądzę, żeby się te grupy rozrosły do niebotycznych rozmiarów.

btw. taki zapis "10k" mocno mi się z OGame kojarzy. Nie mów, że grasz. :razz:
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
Awatar użytkownika
kot
***
Posty: 43
Rejestracja: wt maja 08, 2007 2:00 am

Post autor: kot »

Ritter napisał
btw. taki zapis "10k" mocno mi się z OGame kojarzy. Nie mów, że grasz. :razz:
Grałem bardzo ostro, na całe szczęście rzuciłem razem z fajkami :razz:

Ale na forum udzielam się do dziś.
W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to dowodami mogli obalić?
Nietzsche
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Usunęłam tylko 3 posty z uwagi na wzajemne przezywanie się w nich użytkowników. Wprawdzie nie od "baranów" i "osłów", ale i tak uważam że słusznie. Ich merytoryczną treść już odtworzyliście, a ja w przypadku dopuszczenia takiego zwyczaju na forum naraziłabym się tylko na przeprowadzanie roztrzygnięć w stopniowalności obrazy pochodzącej z przezwań np. czy zwrot per "ciapciaku" to jeszcze pieszczota, a dopiero "pierdoła" jest po złości itd.

Kocie, przykład jaki dobrałam do wyjaśniania zjawiska, że na coś można patrzeć i nie widzieć, nieszczęściem był osobisty. Widzę, że Cię nim uraziłam, za co przepraszam. Nie miałam zamiaru obrażać. Pod pewnymi względami był najwłaściwszy jaki mi przyszedł do głowy, a ważny w temacie.
Zamiast niego mogłam dać różne inne i banalne o tym samym np. że małe dziecko dotąd nie wie, iż widzi pieluchę dopóki nie podejmuje wyboru, czy z niej skorzystać, czy - nie. Ale ten, który przytoczyłam, uważałam za lepszy, bo utrudniający pewne uproszczenia, z którymi się nie zgadzam - że jaźń zmienia się z wiekiem (a wręcz pojawia z nim, w związku z nim).

Gdyby tak było w istocie, że zmiana postrzegania świata zależałaby od odpowiedniego zestarzenia się komórek, czy rozwinięcia jakiegoś organu ustrojowego organizmu ludzkiego, ruszenia pracy hormonów w organizmie itp., to nie dość, że wszyscy odznaczaliby się identyczną percepcją różnicowaną jedynie długością życia, to jeszcze panteon mędrców tego świata składałby się ze staruszek i starców.
Po to dałam przykład percepcji obligowanej potrzebami, żeby to było jasne, że także mnie dotyczy nie widzenie różnych aspektów rzeczywistości, cech innych osób, czy wręcz nie widzenie (nie pamiętanie) rzeczy materialnych, jeżeli ich znaczenie użytkowe nie znajduje się w obszarze dokonywanych przeze mnie wyborów (przeze mnie, a nie kogoś innego) - jeżeli nie mam powodu poświęcić im żadnej myśli.
Mogłam to objaśnić na przykładzie Adama i Ewy, którzy dostrzegają swoją goliznę dopiero, gdy użytkowanie przez nich ciał znajduje się w obrębie ich wyborów. Czy to by miało świadczyć o jakiejś ich głupocie? To tylko cecha charakterystyczna dla wszystkich ludzi.
W różnych kulturach było już przerabiane myślenie, że wystarczy się starzeć dla osiągnięcia oświecenia we wszystkich sprawach, według którego reszta powinna chodzić jak w zegarku. Owoce tak pojmowanej mądrości też były znamienne - Sanhedryn (sąd staruchów) ogłosił Jezusa winnym wydając na Niego karę śmierci. Tylko jej wykonanie zepchnięto na sąd cywilny, któremu przewodniczył wystraszony o swój stołek Herod. Postać wyolbrzymiana, tak, co do swojej winy, jak i kompetencji formalnych. Tyle, że niewątpliwie obrzydliwa, przez zapobiegliwość o swoją funkcję, o pracę.
Dzisiaj tacy Herodzi, gotowi się ustawiać w życiu kosztem innych, występują tak powszechnie, że osoby przypatrujące się im potrafią widzieć w nich gwiazdy, byle się ukazali np. w jakiś reklamach, z wielkimi apanażami, czy jako decydujący o losie innych. To, czy nie niszczą niewinnych ludzi tym, co mają do powiedzenia, bywa w ogóle nie rozważane.

Jeżeli przestawienie takiego widzenia - co jest wielkie, a co plugawe - możliwe jest do osiągnięcia jedynie za pomocą zdzielenia kogoś młotkiem po głowie (żeby gwiazdy mu się wyświetliły w innym miejscu), no to trzeba go zdzielić. Ale nie zawsze wiadomo, skąd wziąć taki młotek, który nie zabije.
Znajomość samej reguły, że do widzenia potrzebne jest poczucie winy, świadomość danej konsumpcji, danego użytkowania, nie wystarcza do tego, żeby wzbudzać ją w sobie (winę), a tym bardziej w innych (nawet jeśli ten inny nie jest inny, tylko całkiem bliźni). Ogórka jesz lub nie jesz, więc go rozpoznajesz i jesteś w stanie lokalizować. Gdyby nie było tej alternatywy, to byś go nie rozpoznawał i nie lokalizował.

Natomiast, czy o nieumiejętności rozpoznawania satanistów może świadczyć to, że ja nie znam żadnych areałów, na których hoduje się satanistów, ani sklepów, w których się ich sprzedaje? No nie znam ani takich pól, ani straganów.
Widzę, że Wam się sprawnie rozmawia, kiedy możecie takie działki w postaci, bardziej lub niej, formalnych, ale jednak - organizacji - wskazywać i dokonywać rozważań nad nimi samymi - czy mogą być takim, czy siakim satanizmem lub żadnym. I już o tym wspomniałam w tym temacie, że do takich formalnych ujęć satanizmu nie jestem nawet w stanie się odnieść. Nie jestem, ponieważ uważam, że satanistą można być nie zdąjc sobie z tego sprawy, nie przynależąc do żadnych grup określających się kultem Szatana. Można nim być w każdym Kościele, organizacji religijnej i poza takimi.

Czy potrafiłabym stworzyć charakterystykę satanisty? Przypuszczam, że wszystko, co mogłabym napisać w ramach takiej, byłoby ułomne. Poza tym nie zdążyłam nawet dojść do zarysów takiej, gdy ostudził mnie w tym względzie cytat Rittera z taką charakterystyką stworzoną przez księdza Adama Leszczyńskiego. Nie dlatego że w wywodzie tego księdza dostrzegam błędy, tylko przez wzgląd na to jak jest odbierany, jak jest rozumiany. Coś co mogłoby służyć do autoanalizy jest czytane jako schemat kolejnej instytucji, którą należałoby jakoś tam omijać, jeśli podzieli się przekonanie o zagrożeniu z niej płynącemu. No i wówczas wygląda to rzeczywiście śmiesznie, bo z takim kolejnym iście politycznym podziałem na nas Dobrych i tamtych Złych.
W samym tekście księdza nie dostrzegam błędów. Charakteryzuje on wycinek (a nie całe zjawisko), który wyodrębnia mianem aktualnej postaci, więc nie widzę niewłaściwości we wskazaniu źródła takiej najnowszej formy (jak mutacja choroby) w oderwaniu od głębszej genezy. Czy to jest błędne, że charakter jakiejś muzyki można traktować jako nośnik określonych postaw (postaw wielu ludzi), jak to zrobił ksiądz? Muzyka wpływa na emocje, a taka, która charakteryzuje się ładunkiem grozy, upaja tylko wówczas, jeżeli ową grozę chce się wyrażać sobą, darzy się kogoś nienawiścią. Aprobatę takiej postawy muzyką można traktować jako jej nośnik. Czemu nie? Szczególnie, gdy teksty do takiej muzyki od razu formułują, co i kto jest do nienawidzenia. Tym samym - za co uzyska się owo zrozumienie w nienawiści.
Tekst księdza jest błędem patrząc na skutki. Bo jeśli ludzi leczy akceptacja i zajmowanie się nimi, a właśnie tak jest, to dla pożytku wystarczyło się zająć takim jednym ludziem, a nie pisać tekst mający dawać rozpoznawanie zła, choćby w takim tekście miało się do przelania nienaganną mądrość.

Dobrą intuicję ma każdy, kto uważa, że ja się w tym temacie wycofałam z pierwotnego założenia (i paru pomysłów po drodze) do czego nim powinnam zmierzać. Ale stało się to pod wpływem dyskusji i poważnego traktowania Was (oraz czytelników, bo chyba nie sami robiliście setek odsłon temu tematowi?), a nie lekceważenia.
Chyba nie jestem w stanie napisać niczego więcej w tym temacie i jak najbardziej post ten można traktować jako jego podsumowanie z mojej strony.
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

Sprostowanie drobnego błędu, Xylomeno. :wink:
Xylomena napisała: ...Owoce tak pojmowanej mądrości też były znamienne - Sanhedryn (sąd staruchów) ogłosił Jezusa winnym wydając na Niego karę śmierci. Tylko jej wykonanie zepchnięto na sąd cywilny, któremu przewodniczył wystraszony o swój stołek Herod. Postać wyolbrzymiana, tak, co do swojej winy, jak i kompetencji formalnych. Tyle, że niewątpliwie obrzydliwa, przez zapobiegliwość o swoją funkcję, o pracę...

Pozwolę sobie zacytować pewną wypowiedź p. Bruckbergera
Właśnie u Heroda Jezus zdawał się mieć największe szanse uniknięcia skazującego wyroku. Gdyby się zgodził zostać jego błaznem, uprzywilejowanym cudotwórcą, wszyscy dworzanie byliby się sprzymierzyli w Jego obronie. Ludzie światowi nie są w stanie postawić sobie pytania, czy dany człowiek jest winny, czy nie; natomiast ten, który ich bawi, jest dla nich nietykalny i nigdy go nie opuszczą. Nawet surowi faryzeusze musieliby ustąpić, gdyby tylko Jezus zgodził się przyjąć rolę komedianta (R. L. Bruckberger).
Źródło: R. L. Bruckberger

Do tego coś jeszcze:
Zaprowadzony i wydany w ręce rzymskiego namiestnika Poncjusza Piłata został oskarżony przez arcykapłanów i starszych o podburzanie narodu, namawianie do niepłacenia podatków cesarzowi oraz podawanie się za żydowskiego króla. Piłat, nie znajdując żadnej winy w Chrystusie, odesłał go do Heroda Antypasa, syna Heroda Wielkiego, w celu uzyskania wyroku o winie. Herod również nie znalazł w nim winy i odesłał go z powrotem do Piłata, ten z kolei przeciwstawiał się żądaniom arcykapłanów oraz zgromadzonego żydowskiego tłumu, aby skazał go na śmierć, Piłat ukarał Chrystusa biczowaniem, aby później wypuścić go na wolność.

Po biczowaniu, wskutek dalszych protestów arcykapłanów oraz żydowskiej publiczności i wbrew rzymskiemu prawu, które zakazywało dalszego karania po karze chłosty, Chrystus został skazany na śmierć przez ukrzyżowanie (dla obywateli rzymskich przewidziana była kara śmierci przez ścięcie mieczem).
Źródło: wikipedia.org
Żydzi szantażem wymusili na Piłacie wyrok śmierci na Pana Jezusa. Jeśli Go nie skażesz - straszyli - stracisz posadę, bo nie jesteś przyjacielem Cezara. Piłat więc skazał Jezusa na śmierć, mimo iż nie dostrzegł w Nim żadnej winy.
Żródło: ks. Andrzej Fornal

OT, ale nie chciałbym, żeby ludzie byli w błędnym przeświadczeniu, że to Herod skazał Jezusa na śmierć.
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
Awatar użytkownika
kot
***
Posty: 43
Rejestracja: wt maja 08, 2007 2:00 am

Post autor: kot »

Xylomena napisała
Gdyby tak było w istocie, że zmiana postrzegania świata zależałaby od odpowiedniego zestarzenia się komórek, czy rozwinięcia jakiegoś organu ustrojowego organizmu ludzkiego, ruszenia pracy hormonów w organizmie itp., to nie dość, że wszyscy odznaczaliby się identyczną percepcją różnicowaną jedynie długością życia, to jeszcze panteon mędrców tego świata składałby się ze staruszek i starców.
Dlaczego zakładasz, że zmiany w postrzeganiu świata wraz z wiekiem musiałyby przebiegać liniowo w górę?


Xylomena napisała
Mogłam to objaśnić na przykładzie Adama i Ewy, którzy dostrzegają swoją goliznę dopiero, gdy użytkowanie przez nich ciał znajduje się w obrębie ich wyborów. Czy to by miało świadczyć o jakiejś ich głupocie?
Dlaczego zakładasz, że wierzę w Adama i Ewę?

Xylomena napisała
Ogórka jesz lub nie jesz, więc go rozpoznajesz i jesteś w stanie lokalizować. Gdyby nie było tej alternatywy, to byś go nie rozpoznawał i nie lokalizował.
Nie prawda.
Istnieje wiele bytów niedotykalnych, których istnienie można poznać.

Xylomena napisała
Widzę, że Wam się sprawnie rozmawia, kiedy możecie takie działki w postaci, bardziej lub niej, formalnych, ale jednak - organizacji - wskazywać i dokonywać rozważań nad nimi samymi - czy mogą być takim, czy siakim satanizmem lub żadnym. I już o tym wspomniałam w tym temacie, że do takich formalnych ujęć satanizmu nie jestem nawet w stanie się odnieść. Nie jestem, ponieważ uważam, że satanistą można być nie zdąjc sobie z tego sprawy, nie przynależąc do żadnych grup określających się kultem Szatana. Można nim być w każdym Kościele, organizacji religijnej i poza takimi.
Ehhhh.
A czy można być księdzem/pastorem/rabinem nie wiedząc o tym? Czy można być nawet katolikiem bez świadomości bycia takowym?

Może jednak spróbuj przedstawić kim dla Ciebie jest satanista, bo czuje że uważasz, iż świat się myli, encyklopedie kłąmią, a prawdziwą definicje satanizmu jesteś w stanie określić (jak zwykle) tylko Ty.
W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to dowodami mogli obalić?
Nietzsche
Psycore
**
Posty: 6
Rejestracja: ndz maja 06, 2007 2:00 am
Lokalizacja: ok/Piły

Post autor: Psycore »

Ulala, widzę, że temat ten zamienił się w dyskusję na temat: wierzę - nie wierzę. No, no, może warto założyć osobny wątek typu Bóg versus ateista (to oczywiście plagiat)? :P
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Och, dziekuję Ci Ritter, za czytanie moich tekstów ze zrozumieniem - oczywiście, że pisałam o Piłacie, a nie Herodzie, którego imię wdarło się jako lapsus i który nie pierszy raz patronuje pomyłkom w tym temacie (co wzięłabym za nieomylny znak, iż to do czego odnosiły się jego praktyki religijne nie było czczą legendą :cool: ).

Kocie, nie zakładam, że wierzysz w jakąkolwiek postać biblijną. Wykorzystuję je w dyskusjach o tyle o ile ilustrują cechy ludzkie, których obrazowanie na postaciach współczesnych i znanych mogłoby obrażać (już nie raz się nie sprawdziło właśnie z tego powodu) i tworzyć napięcia.
Nie podważam istnienia jakiegokolwiek bytu (no, może UFO, bo to dziadostwo, to napewno nie istnieje :!: ) - widzialnego, czy niewidzialnego, bo byt, to byt - jest. Próbuję Cię tylko przekonać do wiary w widzenie obligowane myśleniem. A działające tak, że np. jeśli na jakiejś randce będziesz myślał tylko o tym, czy dziewczyna zauważy, że masz zacerowane spodnie na wysokości kolana, to choćby ona była na te spotkanie wystrojona w sukienkę czerwoną czy żółtą, to nie dasz rady sobie tego przypomnieć, jeśli ktoś Cię o ten jej strój zapyta. Jedni się rozumieją bez słów, inni je mnożą między sobą, bo mają różne myśli o tym samym tekście. Ty szukasz mojej definicji o satnistach, żeby mnie przekonać, że oni nie istnieją, a ja gotowa jestem Ci przyznać rację, skoro moje racje o tym, że takie definicje przynoszą szkody, do Ciebie nie przemawiają.
Można mieć syfilis, nie wiedząc o tym; można być bezpłodnym, nie wiedząc o tym; można być zupełnie niewierzącym nie wiedząc o tym; można być ateistą będąc księdzem, który tego nie wie; można być uczniem Jezusa nie wiedząc o tym; można zadawać ból nie wiedząc o tym; można być ojcem nie wiedząc o tym, a nawet matką... Wiedza, co do stanów, nie zawsze jest prosta w identyfikacji, bo nawet taki klucz, że to otoczenie ma ci powiedzieć o każdym twoim stanie jest zawodny - niektórzy w twoim otoczeniu się mylą, niektórzy są zaintersowani wprowadzaniem cię w błąd, a większość bez twojej własnej informacji nie rozpozna twojego stanu (np. czy ty jesteś głodny, czy najedzony).


Psycore, wierzysz, że na świecie istnieją wyznawcy Szatana? Gdybyś napotkał gdzieś opis jak takich rozpoznawać, to wziąłbyś go na wiarę, albo uważałbyś taki za pożyteczny?
Ostatnio zmieniony pt lip 20, 2007 2:18 pm przez Xylomena, łącznie zmieniany 1 raz.
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
Awatar użytkownika
kot
***
Posty: 43
Rejestracja: wt maja 08, 2007 2:00 am

Post autor: kot »

Xylomeno, czy satanizm jest stanem?

Wyznawcy kultów czy ideologii to jakby troche inne grupy niźli ludzie bezpłodni, prawda?

W prawdziwość postaci z Biblii wierze w podobnym stopniu co w prawdziwość legendy o królu Arturze.

Był taki władca jak Artur Pendragon? Raczej był.
Był taki cieślik jak Jeszua ben Josef? Raczej był.

Ale czary, cudy, smoki, zmartwychwstania, graale i niepokalane poczęcia? Może bez przesady :wink:
W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to dowodami mogli obalić?
Nietzsche
Psycore
**
Posty: 6
Rejestracja: ndz maja 06, 2007 2:00 am
Lokalizacja: ok/Piły

Post autor: Psycore »

Xylomeno jestem zdania, że istnieją wyznawcy szatana. Tak samo jak wyznawcy pieniądza, ekologii, ufo itp.
Co do kwestii pożyteczności wiedzy na ich temat, to chyba tylko w użyteczność w kategoriach poznawczych. Żeby rozumieć. Niezrozumienie powoduje obawę i tworzenie mitów.
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Satanizm, to stan. Aby dobrze scharakteryzowac satanistę tzn. tak żeby czytelnik nie tworzył na tej podstawie mitów i fałszywych wyobrażeń (a to raczej nie możliwe, nawet przy perfekcyjności opisu), trzeba najpierw zostać szatanistologiem, który określi, czym oddaje się cześć Szatanowi. Słowami można dokonywać obrazy różnych osób, ale do czci same słowa to za mało, czy też zgoła nic zupełnie. Bo można mówić rodzicowi - och jak ja cię szanuję - i nie wykonywać żadnych jego poleceń.
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
Awatar użytkownika
kot
***
Posty: 43
Rejestracja: wt maja 08, 2007 2:00 am

Post autor: kot »

Satanizm, to stan.
Ehhh...

Przeczenie pewnym ogólnie i powszechnie przyjętym normom ucina wszelką dyspute.

To tak, jakbyś ni z gruszki stwierdziła: słoń to żyrafa. Albo: ciepło to zimno.

ps. odważnik mimo swej nazwy nie musi być odważny.
W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to dowodami mogli obalić?
Nietzsche
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Fragment: "Władcy bez pierścieni" dotyczący powodu wypadnięcia Szatana z nieba, a następnie zapadnięcia się pod ziemię.

Wiedzcie, że nie przez przypadek widział Jezus upadek Szatana. I choć zdało się, że spada z wielkiej wysokości i z wielkim hukiem, to nie widział go oddalonego na nieboskłonie o wiele kilometrów, ale upadającego pod Jego nogi. Szatan miał powód do Niego przyjść. Chciał, aby Ten poddał mu (zdradził) swoich uczniów przed upływem czterdziestu dni, gdyż nie poddanie ich w tym czasie groziło powstaniem nowego prawa. Takiego prawa, aby z posłuszeństwa do Jezusa powstał pokarm ożywiający. Bowiem wysyłając swoich uczniów, Jezus nazwał pokarmem swoim posłuszeństwo wobec Boga. A to wiedzcie, iż do tego czasu, pokarm ożywiający dla człowieka brał się z osobistej rozmowy z Bogiem, i starczał właśnie na czterdzieści dni (tyle czasu rozmówca czuł nasycenie i nie potrzebował jadać). Zdarzało się to pojedyńczym ludziom na całe pokolenia. Wybrańcom zwanym prorokami, a nie każdemu z dobrą wolą do posłuszeństwa Bogu.
W celu dokonania przeniesienia tej ożywiającej właściwości Boga z wybranych na ochotników, Jezus musiał przez czterdzieści dni pościć i oprzeć się różnorodnym poleceniom Szatana, które zmierzały do oznaczenia Jego poddaństwa. Gdyby Jezus dał się namówić na spełnienie choćby jednego z nich, poddałby zarazem posłusznych sobie i znikłyby wszystkie cudowne uzdrowienia, które czynili uczniowie.
Na dodatek Jezus nie mógł nie udzielać odpowiedzi Szatanowi, gdyż za zaniechanie nauczania zyskałby miano ciemniaka i popadł w obłęd, czy jak kto woli - straciłby miano światłości świata (Gwiazdy Zarannej). Musiał też uważać, aby w dyskusji z Szatanem nie zadać mu ani jednego pytania, niczym mądrzejszemu.
Szatan też używał tylko stwierdzeń, aby się nie poddać autorytetowi Jezusa:
- Chleba potrzebujesz, a manna z nieba ci nie leci. To znak, albo na to, że nie spełniasz woli Boga, więc jest ci niełaskawy, albo na to, że z kamienia na którym siedzisz posiłek masz sobie uczynić. Wypróbuj.
Jezus nie zapytał Szatana: "Czy chcesz mojej śmierci, że tak mówisz?", ani nie uczynił jego woli, a powiedział:
- Wśród ustaw spisanych przez Mojżesza, dotyczących zachowania życia i zdolności rozmnażania, jest taka, która mówi jakim znakiem jest głód: Aby człowiek wiedział, iż nie samym chlebem żyje, lecz żyć będzie wszystkim, co Pan przemieni mając usta.
Nie dokładne to były słowa (Mojżesz napisał: "Upokarzał cię i morzył cię głodem, ale też karmił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani nie znali twoi ojcowie, aby dać ci poznać, iż człowiak nie samym chlebem żyje, lecz że człowiek żyć będzie wszystkim, co wychodzi z usta Pana."), ale Szatan nie poprawił na lepsze, ani się nie zawstydził. A miał czego, bowiem prawo wynikłe z tego sporu mówiło: Sam się nakarm kamieniem, gdy głodnemu na strawę go polecasz.
Dlatego też Szatan zaraz wpadł na pomysł, żeby roztoczyć przed Jezusem, co dać Mu może, nazywając to - wszystkimi królestwami świata, ale do oglądania je dając tylko od strony przepychu.
- Zobacz ile posiadam, i ile władzy rozdawać mogę za pokłon do mnie. Ode mnie zależy odebranie jej dotychczasowym królom i ustanowienie monarchy nad nimi wszystkimi, byle ktoś złożył mi należny za to hołd. Twój pokłon byłby tyle wart, gdyż i ty masz poddanych sobie, jak ja. Zatem nie bądź frajerem i nazwij mnie Panem.
Jezus nie zapytał: "Czemu nie mówisz, że chcesz mojej śmierci, chociaż widzę to?", ani nie uczynił według jego woli, tylko powiedział:
- Wśród ustaw spisanych, które są przykazane do spełnienia w ziemii, do której przeprawę się czyni, w celu jej nabycia, jest taka, którą nazwano przestrogą przed nieposłuszeństwem, i mówi: Do służenia Panu będziesz, gdyż będzie ci Bogiem przez imię..
Nie dokładne to były słowa (Mojżesz napisał: "Będziesz przejęty czcią dla Pana, twojego Boga, i jemu będziesz służył, i na imię jego przysięgał."), ale Szatan nie poprawił na lepsze, ani się nie zawstydził. A miał czego, bowiem prawo wynikłe z tego sporu mówiło: Jak znasz swoje imię, to sam się nim przedstawiaj.
Wówczas Szatan postanowił dowieść Jezusowi, iż jego polecenia są zgodne z Psalmami ku czci Boga:
- Napisano: Aniołom swoim przykaże o tobie, aby cię strzegli, I na rękach nosić cię będą, abyś nie uraził o kamień nogi swojej (diabeł zmienił czas przeszły na przyszły). Widziałeś, że rękoma swoimi cię poniosłem , aby postawić na dachu tej świątyni i właściwą drogę ci wskazać: Rzuć się stąd w dół, skoro uważasz, że jest Bóg, dla którego jesteś droższy.
Jezus nie zapytał: "Czemu rękoma Boga chcesz mnie zgładzić, a nie własnymi?", i nie uczynił według woli jego, ale powiedział:
- Ustawa jest już napisana na okoliczność zamawiania cudów, i mówi: Nie prowokuj objawienia się cudu do rozstrzygnięcia sporu z człowiekiem, gdyż gniew Boga za to może cię wytracić z powierzchni ziemi!
Nie dokładne to były słowa (Mojżesz napisał: "Nie będziesz kusił Pana, Boga swego, jak kusiliście go Massa.", a mimo to diabeł na nie pod ziemię się zapadł. Gdyż prawo wynikłe z tego sporu mówiło: Dokąd prowadzisz, idź pierwszy...
Nie był to jednak koniec, ponieważ i po tych czterdziestu dniach był jeszcze sposób na doprowadzenie Jezusa do zdrady. A i każdego ucznia oddzielnie, mógł Szatan nakłaniać do dobrowolnego wyrzeczenia władzy nad nim. Co bardzo wielu uczyniło, gdy tylko znalazł na to podstęp...
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
ODPOWIEDZ