Witam.
Coś o mnie, hm. Na imię mam niczym pierwsza kobieta na ziemi. Raczej nietypowa ze mnie dwudziestolatka, czas zazwyczaj spędzam głównie na czytaniu i myśleniu. Trafiłam tutaj po tym, jak zaszedłszy do doradcy zawodowego, dowiedziałam się, że to socjologia z psychologicznego i praktycznego punktu widzenia jest mi pisana. Jeszcze kilka miesięcy temu pojęcie socjologii było dla mnie dalsze niż tajemnica kosmosu. Teraz, po przeczytaniu dzieła Anthony'ego Giddensa, przejrzeniu tysięcy portali socjologicznych, blogów o socjologii czy stron o edukacji i pracy... wiem troszkę więcej. W planach dalsze wizyty u doradcy celem dowiedzenia się, dlaczego to akurat socjologia, a nie dziennikarstwo/filologia polska/filozofia (o takich kierunkach ja wspominałam), przeczytanie dzieła Zygmunta Baumana stricte na ten temat oraz seria maili do znanych mi z Internetu studentów czy absolwentów socjologii.
Czemu myślę o studiowaniu socjologii? Cóż, muszę przyznać, że nie jestem osobą entuzjastycznie nastawioną do własnej aktywności w grupie - oczywiście w celach zabawy. Tak czy siak, z socjologicznym punktem widzenia czy bez, w mojej naturze leży coś takiego jak obserwowanie poczynań nas zwierząt, znaczy ludzi (piszę "nas", bo wszak najciekawiej mi się analizuje w grupie... siebie) - więc coś takiego jak pragnienie bycia konsekwentną i w 100% zgodną ze sobą każe mi spróbować założyć socjologiczne okulary na należące do mojej aspołecznej osoby oczy. To raz.
Dwa - kiedyś sobie marzyłam, że pójdę na filozofię. (Czytało się dzieła, których autorem był Nietzsche.) Ot, świetnie potrafię analizować. Nagle jednak dowiedziałam się o czymś takim jak psychologia. Wtedy mi przyszło do głowy, że przecież ja wprawdzie lubię analizować, ale nie świat zewnętrzny... tylko wewnętrzny. Więc psychologia głupim pomysłem by nie była. (...Czytało się też ojca psychologii - Freuda.) Tylko że są dwa problemy w związku ze studiami psychologicznymi i zawodem psychologa - po pierwsze, nie potrafię podnosić ludzi na duchu: zwyczajnie nie chce mi się słuchać o czyichś problemach, to jest - ogólniej - interesować się losami jednostki (chyba, że tym obiektem badań jestem ja sama); po drugie - ja zwyczajnie nie mogę wykonywać zawodu psychologa. Natomiast socjologia daje możliwość analizowania losów całych społeczeństw, ponadto daje coś takiego jak możliwość przywdziania maski - "jestem socjologiem, nie muszę się z tobą spoufalać, a jednocześnie mogę wprost zadać ci setki pytań na każdy temat, na które ty odpowiesz, ponieważ jesteś człowiekiem, a ludzie mają ego". Tak jak w społeczeństwie przeważają ludzie wobec siebie obojętnie życzliwi, tak socjolog, jak to widzę, jeśli tylko lubi naukę, może dzięki swej nieobojętnej wścibskości zaspokoić głód swój i socjologii. Mnie to pasuje. (Ciekawe, ile w tym prawdy.)
Dawno, dawno temu myślałam też o filologii polskiej - pisarstwo - albo dziennikarstwie i komunikacji społecznej - pisarstwo. Co do pierwszego - nie jestem taka pewna, czy zjadanie książek jest mi pisane (zdecydowanie nie chciałabym spędzić życia w czytelni, chciałabym jednak przeżyć, owszem intelektualną przygodę, ale w związku ze społeczeństwem, a nie ku idei alienacji. Co do drugiego - sama nie wiem...
Pardon za przedłużenie postu powitalnego, ale od jakiegoś czasu gadam i piszę tylko z socjologią jako kontekstem, a i treścią właściwą też.
Przywitanie
Moderator: EnOKa