czyli polskie subkultury
Peja wstawia się za wszystkimi „ludźmi ulicy” czyli narkomanami, ale nie tylko, bo młodzieżą żyjącą na osiedlach, która zajmuje się jedynie piciem i paleniem papierosa za papierosem, czy dewastowaniem różnych miejsc publicznych jak place zabaw. Wyraża swoje emocje, dość agresywnie, w piosenkach „Szacunek ludzi ulicy” czy „Uliczna sława”. Nie podobają mu się radia, które emitują „popowe popierdółki” jak to ujmuje w swojej piosence, buntuje się przeciw ludziom prostym, pokazuje, że życie „ludzi ulicy” jest ukrywane, przekleństwa cenzurowane, ”społeczeństwo co nie chce, zmiany na lepsze”. Trochę za bardzo agresywnie, ale pokazuje „tę gorszą Polskę”. Nie tę słodką. Nie tę, co udaje, że jest dobrze. Jego teksty, napełnione przekleństwami, są szczere aż do bólu. „Szacunek ludzi ulicy, bez tego zostajesz z niczym” prosty, z rymem tekst, pokazuje brutalną prawdę, że jeśli nie zachowamy szacunku dla ludzi ulicy, zostaniemy z niczym, zniszczą nas.
Jak duży jest problem grupy społecznej jaką jest narkomania? Wydawałoby się, że mały, przecież nie stykamy się z tym, jedynie w telewizji ostatnio często słyszy się o złapanych dilerach. Problem jest jednak bliżej niż myślimy, czasami ociera się o nas, a my go nie widzimy. Nie chcemy widzieć. Łatwiej przecież być nieświadomym. Nie musimy wtedy zastanawiać się, czy zrobić coś z naszą wiedzą, czy też nie. Wmawiamy sobie, że nic się nie dzieje, wszystko jest dobrze. Narkomani są w mediach, nie tu, nie obok nas. Daleko. Tak słodko daleko. Jesteśmy bezpieczni.
„My, dzieci z dworca Zoo” chyba najlepiej opisuje problem narkomanii, choć nie w Polsce, a Niemczech, jeszcze przed zniszczeniem Muru Berlińskiego. Są to wyznania Chiristinie F., nagrane i spisane przez dwójkę dziennikarzy. Dla lepszego, bardziej drastycznego, czy może wyraźniejszego odbioru, zrozumienia, zamieszczone są zdjęcia przyjaciół Christine F., list jednej narkomanki(trzynastoletniej!!) do jej przyjaciółki, także uzależnionej. Dzięki tej książce, możemy zrozumieć dogłębnie problem narkomanii i zrazić się do tych używek raz na zawsze. To, że akcja nie dzieje się w Polsce, niczego nie zmienia. Narkomania ma taki sam charakter na całym świecie.
Jeden z artykułów o tym uzależnieniu w „Bravo”, daje nam okazję przybliżyć się jeszcze bardziej do problemu, bo o narkotykach opowiadają tam rówieśniczki, szesnasto- piętnastolatki, tym bardziej, że dzieje się to w Polsce. Są tam też zamieszczone fotografie narkotyków oraz ich opisy. Dzięki temu, gdybyśmy mieli styczność z tymi używkami, szybko je rozpoznamy.
Dawniej temat narkotyków, był tematem tabu. Nie mówiono o tym, tym bardziej nie ostrzegały przed nim MŁODZIEŻOWE magazyny! Trzeba jednak spojrzeć sobie w twarz i szczerze przyznać- problem narkomanii dotyka coraz to młodsze osoby. Inne, dawniej „dorosłe” sprawy jak seks, piwo i papierosy, także. Większość gimnazjalnej społeczności miała już styczność z alkoholem i papierosami, a patrząc na „wyznania” na forum, duża część piętnastolatek, PIĘTNASTOLATEK miała już swój pierwszy stosunek. Jak to pięknie ujął pewniej psycholog, komentując przypadek trzynastoletniej (!) matki; „To, co dawniej robiło się przed maturą, teraz robi się przed końcem podstawówki”. Drastyczne, acz prawdziwe.
Wszystkie te sprawy jak narkotyki, piwo, seks, papierosy i wandalizm, zostały zamknięte w jedną subkulturę, o której opowiada Peja. Gdzie możemy na własne oczy zobaczyć żywe ofiary? W rejonach kiepskich osiedli, gdzie nie ma ani skrawka zieleni, a do centrum miasta daleko. Młodzież nudzi się, a z braku zajęcia, zaczyna eksperymentować- to z właśnie alkoholem, papierosami, w końcu narkotykami. W końcu i te rozrywki stają się codziennością, monotonniej i stają się wyprane z wszelkiej adrenaliny. Co może dawać większy dreszcz strachu, niż mazanie po blokach sprejem wielkich napisów „CHWDP!” czy „JP”? Czasami ucieczka przed policją, czy wrzeszczącymi sąsiadami. Nic bardziej wyszukanego- oczywiście dla młodzieży z tak zwanego „marginesu”. Powoli, a raczej szybko stwarzają się miłości- a w każdym razie fascynacje- i tu zaczyna się eksperymentowanie z drugą osobą, poznawanie ciał przeciwnej płci. Czasami sprawy te pędzą zbyt szybko i dochodzi do stosunku.
A to wszystko jest powodowane nudą. I brakiem zainteresowania od strony rodziców.
Muszę jednak przyznać, że do wszystkiego nie dochodzi tylko i wyłącznie na ponurych i śmierdzących blokowiskach. Tam najczęściej- bo rodzice się nie interesują, bo wszędzie daleko, bo mało kasy, bo nudy. Bywa jednak, że młodzież z dobrej rodziny, mająca pieniędzy pod dostatkiem, wpada w nałóg, zostaje wandalem. Jednak takie sprawy, są szybko tuszowane- rodzice nie mogą narazić się na złe opinie, są przeważnie kimś znaczącym w swoim otoczeniu, społeczności.
Powodem jest nuda. A nuda wynika z braku zainteresowania rodziców.
Czasami presję wywołuje nasze otoczenie, zachęcają i kuszą, czasami stawiają ultimatum. Jeśli ulegamy, często jest to wina rodziców- bo nie wpajają od dziecka, że nie wolno ulegać presji. Że tacy przyjaciele są nic nie warci.
Rodzic może wszystko. Jeśli dziecko wpadnie w złe towarzystwo, odpowiednio szybka interwencja, zgasi sprawę w zarodku. Jeśli od zawsze będziemy traktować dziecko jak równego sobie, nie po prostu dziecko, rozwijać w nim chęć do rozmowy z rodzicami, zwierzania się ze swoich problemów, będziemy obserwować, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać, wszystko się uda i nasze dziecko wyrośnie na dobrego, mądrego człowieka.
Złoty środek, ot co, poszukiwany od wieków.
------------------
i co o tym myślicie? Napisane wczoraj.
Mam dopiero 14 lat, o socjologii wiem tyle, co czytam w necie. Chciałabym kiedyś studiować socjologię. Nie wiem, czy ten tekst ma w sobie cokolwiek z socjologi, jednak daję tu, do ocenienia.