Przebieg obrony - klatka po klatce

forum poświęcone pracom (lic./mgr), kolejnym etapom pisania pracy, dyskusjom na ich temat, zbieraniu informacji na temat źródeł i planów pracy oraz zbieraniu i analizowaniu danych przy użyciu SPSS, EXCEL

Moderator: FrancisBegbie

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
MMonika
**
Posty: 18
Rejestracja: czw paź 23, 2008 2:00 am

Przebieg obrony - klatka po klatce

Post autor: MMonika »

Witam:)

Dawno się nie odzywałam... Od tego czasu nastąpiła masa zmian, np. zmiana tematu pracy ;) Nie skorzystałam więc z Waszych rad nt. społeczności internetowych.

Piszę, bo chciałabym, żeby ktoś opisał, w jaki sposób przebiega obrona. Co się mówi na wejściu, czy to komisja pyta, czy samemu trzeba wiedzieć, co gadać...

Pytam nie dlatego, że nie uczęszczałam na seminaria, po prostu u nas na seminariach pani promotor nigdy nam tego nie powiedziała.
socjopat
*****
Posty: 627
Rejestracja: pn lut 26, 2007 1:00 am

Post autor: socjopat »

1. Wywołują
2. Wchodzisz
3. Prezentujesz pracę (co badasz i jaką metodą) oraz wyniki badań - zaleznie od środków folie lub prezentacja - nie wiem co preferują na twojej uczelni
4. Zadają pytania z pracy i (lub) dodatkowe
5. Dziękują
6. Wychodzisz
7. Ogłoszenie wyników
FrancisBegbie
*****
Posty: 596
Rejestracja: sob cze 23, 2007 2:00 am

Post autor: FrancisBegbie »

U mnie ma to ponoć tak wyglądać.

Wywołują.
Wchodzisz.
Siadasz.

I pytania:
- najpierw z pracy (ok. 2-4)
- później losujesz (kupka metodologii i teorii - taki umowny podział) po dwa pytania z kupki i odpowiadasz.

Wychodzisz.
Czekasz.
Wyniki.


Za miesiąc - po dyplom:P
socjopat
*****
Posty: 627
Rejestracja: pn lut 26, 2007 1:00 am

Post autor: socjopat »

Za miesiać po dyplom
A u mnie za trzy miesiące :razz:
FrancisBegbie
*****
Posty: 596
Rejestracja: sob cze 23, 2007 2:00 am

Post autor: FrancisBegbie »

A jakbyś chciał startować gdzieś indziej - to co wtedy? :roll:
socjopat
*****
Posty: 627
Rejestracja: pn lut 26, 2007 1:00 am

Post autor: socjopat »

Dziekanaty dają zaświadczenie że się obroniłeś i jaka średnia ocen i to się daje z dokumentami, a dyplom się dostrarcza później (jak się go otrzyma).

Tak się składa, że u mnie na wydziale po ogłoszeniu listy kandydatów dają tylko trzy dni na złozenie dokumentów, a dopiero po ogłoszeniu zakwalifikowanych, można wydrukować wniosek o przyjęcie z systemu obsługi toku studiów.

Co gorsza, jeżeli wyjeżdzam na urlop (bilety i kuszeta już wykupione) i nie mogę osobiście w wymaganym terminie złożyć dokumentów po zakwalifikowaniu się na studia, to muszę kumplowi zrobić notarialne upoważnienie, by mógł za mnie je złożyć 8O

Ja właśnie jutro się wybieram do dziekanatu po zaświadczenie o średniej i po poświadczenie dokumentów za zgodność z oryginałem i ostatecznie wyślę im te dokumenty pocztą z pomorza (dobrze, że listonosz nie musi mieć notarialnego upoważnienia) :twisted:
FrancisBegbie
*****
Posty: 596
Rejestracja: sob cze 23, 2007 2:00 am

Post autor: FrancisBegbie »

Swoją drogą (nie wróżąc źle) - wyślij lepiej kurierem. Poczta jest na prawdę licha (mam znajomych, gdzie ginęły indeksy, książki, legitki etc) Przy paczkach śledzonych - czaisz, przychodzą i oddają po 2-3 miesiącach 150 zł...
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

W sumie miesiąc jest najczęstszym terminem wyrabiania dyplomów, chociaż już po trzech tygodniach można zaskarżyć uczelnie o zwłokę. Nie ma ciśnień, gdy daje zaświadczenia wystarczające do kontynuacji nauki. A upoważnienia notarialne jak najbardziej na każdym kroku (tym bardziej przy odbieraniu dyplomu nie osobiście, bo to bardziej weryfikowalne). To nie jest nic drogiego, czy kłopotliwego, czasem i za 7 zł. można załatwić od ręki bez umawiania.

Przebieg samej obrony pewnie w każdej szkole ma trochę inne schematy. Przed własna obroną słyszałam kilka różnych wersji (ponoć nawet promotorzy zajmują się prezentacją prac swoich dyplomantów :cool:)

U mnie było następująco. Jak już koleżanka dowiozła mnie do szkoły z wszystkimi bukietami kwiatów w wiadrach (upał, więc bez tego by nie przeżyły), tacami ze słodyczami dla komisji i dziekanatu, obrusami i szampanami oraz wafelkami dla nas studentów, to zamiast się rozpakowywać trzeba było błyskawicznie organizować transport dla naszego rektora, którego wypatrzyłyśmy po drodze jak ledwie idzie od stacji (przewodniczący komisji egzaminacyjnej). Miałyśmy szczęście, że kierownik gospodarczy wrócił z zakupów i zaparkował służbowym samochodem i przy nas. Wysłałam jego po księdza i mogłam się rozglądać, kto nam pomoże się wtarabanić. Wypatrzyłyśmy tylko dwóch nienawidzących się chłopaków i trzeba było zaryzykować, że nie zaczną się nawalać wiąchami. Doszliśmy szczęśliwie.
W dziekanacie brak klucza do sali egzaminacyjnej, bo pierwszy recenzent (z trzech rotacyjnych), przyszedł wcześniej, żeby chociaż rzucić okiem na to co ma ocenić. Musiałam się wepchnąć nie bacząc na niego, żeby nakryć im do stołu i zrobić porządek po swojemu. Wziął mnie za sprzątaczkę ani chybi, bo jak weszłam jako pierwsza na egzamin, aż wyraził zdziwienie (wcześniej gderałam pod nosem w czasie przerzucania teczek i suszyłam mu głowę, że to co za księża, że we trzech, nie mogą się umówić, żeby dowieść na egzamin starca).
Początkowo wchodzenie odbywało się bez wyczytywania (lista z godzinami wejść na drzwiach jak w sądzie), ale bardzo szybko się zmieniło, bo komisja się połapała, że mniej więcej co godzinę nastąpi rotacja składu i żeby w tym nie zginąć warto mieć protokół wypisany od razu po każdym studencie.
Jak ktoś się martwi jak powitać komisję cywilów, to niech sobie wyobrazi ambaras jak przemówić do trzech kapłanów... Miałam plan, że zacznę od przedstawienia się, zamiast "Szczęść Boże" lub chwalenia Jezusa. A i tak wyszło durnowato, bo komisja dokładnie wie kogo właśnie chce przepytać i czyja teczka leży im przed nosem. Polecam więc obyć się bez powitań i serdeczności (szczególnie jak się zdążyło wyściskać większość dłoni przed wejściem na salę egzaminacyjną).
Siadanie w przeciwleglej stronie wielkiego stołu - oczywiście.
Bez prezentacji pracy (poza poprawieniem nazwy Anja Orthodox i underground nad czym członekkomisji połamał język).
Pytania uznaniowe - jedne z głowy, inne z listy ogólnej lub dotyczącej specjalizacji - ale zadawane przez wszystkich trzech członków bez wyjątku. Ilość pytań różna. Studenci-gaduły byli do przodu, bo tylko po jednym pytanku od osoby. Czasem ktoś był pytany ze swojej pracy, ale w większości - już nie (prace z opisem słownym "akceptacja" a nie oceniane, ale w różnych szkołach promotorzy przejawiają się różnie - ich oceny też bywają uwidocznione na pierwszej stronie).
Po każdym zakończeniu danej grupy przerwa. Potem wezwanie odpytanej partii w szeregu. Uroczyste odczytanie wyników, przemowy, życzenia, uściski dłoni i następni na przemiał.
Wręczanie kwiatów bądź sukcesywne w miarę odpadania poszczególnych członków komisji, bądź przy ostatniej turze wyników i gratulacji (wiaderka z korytarza wezmą sobie sami - nie podawać :wink:.
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
socjopat
*****
Posty: 627
Rejestracja: pn lut 26, 2007 1:00 am

Post autor: socjopat »

Nie ma co było z dreszczkiem :twisted:

U mnie było raczej drętwo, wchodziłem jako 7 i do mojego wejścia już dwa razy się zmieniał skład komisji, a jako że byłem jedyny od mojego promotora to po mnie też się zmieniał skład i tak w czasie mojej prezentacji były trzy osoby na sali z czego tylko jedna mnie słuchała [promotor], reszta gorączkowo wypełniała dokumenty poprzedników bo po mnie miało być już ogłoszenie kolejnej piątki broniącej się (kolejnej bo kierownikowi katedry, który był promotorem pierwszej pracy a planowo miał zostać do szustej w składzie komisji gdyż był tych prac recenzentem jak zawsze się spieszyło i po drugiej obronie chciał opuścić szanowną komisję, więc trzeba było ogłosić wyniki) :twisted:

Prezentacja nawet mnie znudziła [już w pewnym momencie czytałem folie nie zwracając uwagi czy aby nie wyświetlam ich na opak] Po kilku minutach już miałem ochotę wyjść z sali odnosząc wrażenie że jestem ignorowany i zastanawiając się co ja tutaj robię :-o prezentację przerwałem skracając do minium podsumowanie wyników badań :oops:

W czasie gdy były zadawane pytania zmieniał się skład komisji (ktoś wchodził ktoś wychodził ktoś zaginął) i już w zasadzie było jak na ustnym egzaminie - twarzą w twarz z moim promotorem :wink: pozostałych w zasadzie tak jakby nie było - szczerze mówiąc to się bardzo rozczarowałem, tyle strachu i wszystko na nic :mrgreen:

Najważniejszym elementem mojej obrony było samodzielne napisanie pracy i znajomość tematu - miałem za promotora fantastyczną Panią doktor i mam nadzieję, że na magisterce też zechce bym u niej pisał pracę, w moim przypadku właściwy promotor to klucz do sukcesu :wink:
ODPOWIEDZ