Studenci oceniają wykładowców obowiązkowo

gdzie studiować i dlaczego socjologię, gdzie zdobyć dodatkową wiedzę socjologiczną
ODPOWIEDZ

Czy wykładowcy powinni być oceniani przez studentów?

tak
10
83%
nie
1
8%
nie ważne
1
8%
 
Liczba głosów: 12
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Studenci oceniają wykładowców obowiązkowo

Post autor: Xylomena »

Od tego roku akademickiego studenci już obowiązkowo mają mieć udostępniane ankiety służące ocenianiu wykladowców. Do tej pory bywało różnie. "Profesorowie wychodzili z założenia, że "gówniarze" nie będa im mówić co robią źle. Na Zachodzie uczelnie liczą się z opinią studentów." - Metro 24 kwietnia 2008 r.

Na Zachodzie to na Zachodzie np. dla rozładowania korków miejskich powystawiano tam rowery w stojakach, do jeżdżenia którymi uprawnieni są posiadacze kart miejskich (biletów miesięcznych na komunikację miejską). A kiedy za naszą wschodnią granicą zrobiono to samo, to rowery na karty przywłaszczono sobie na amen w ciągu dwóch dni.
Myślę, że u nas byłoby to samo (będzie to samo, bo jest taka przymiarka), ponieważ mentalnie jesteśmy podobni do tych ze Wschodu, a nie Zachodu.

Podobnie profesorowie mieli rację przeciwstawiając się ocenianiu własnej pracy przez studentów.
Zwyczaj ten funkcjonuje na mojej uczelni rokrocznie i patrząc na wyniki mam poważne wątpliwości co do racji jego bytu (od nich mają zależeć awanse, bądź utrata pracy). W tym roku wygrała młoda nauczycielka, która nie przprowadziła ani jednego ćwiczenia, ponieważ jak sama uważa socjologii nie umie (dopiero się jej uczy, ma inny zawód); wyróżniła się tym, że postawiła piątki kompletnie wszystkim za odczytanie referatów na temat dowolny (no socjologiczny). W nagrodę dostała do prowadzenia kółko naukowe... z socjologii (żaden dodatek nie śmierdzi :???: )
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

Nie ma większego znaczenia, czy student będzie wykładowcę oceniał czy też nie. Jeśli nawet znajdzie się wykładowca oceniany przez studentów marnie, bo np. nie ma pojęcia o swoim przedmiocie, ale razem z rektorem (albo dziekanem na wielowydziałowej uczelni) jeździ na ryby (lub cokolwiek innego) to i tak go nei zwolnią i tak. Więc po co w ogóle tracić na to czas? No chyba, że chodzi o uprzykrzenie studentom życia jeśli jakaś grupa oceni wykładowcę nisko, bardzo nisko, ... :wink:
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
EnOKa
****
Posty: 287
Rejestracja: pt kwie 06, 2007 2:00 am
Lokalizacja: ok/Poznania

Post autor: EnOKa »

Ja natomiast uważam, że to świetny pomysł :!:
Nie chodzi tutaj (moim zdaniem) o zwolnienie jakiegoś wykładowcy od zaraz, bo został źle oceniony. Ocena ta powinna wykazać błedy jakie wykładowca popełnia (zdaniem studentów), a on powinien starać się je z czasem korygować (nic od zaraz). Jeśli natomiast wiele grup, przez dłuższy okres czasu (np. kilka lat) będzie wskazywało na te same błędy, powinno to dać odpowiednim osobom do myślenia - takie jest moje zdanie.
Awatar użytkownika
malec
****
Posty: 162
Rejestracja: wt lut 20, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Kraków

Post autor: malec »

u mnie na uczelni ten system sprawnie funkcjonuje, co każdy semestr prowadzący są oceniani przez studentow. Za mojej kadencji jeden facet stracił pracę, a dwóch zmieniło kompletnie podejście. Czesto też sami nas proszą co pół roku, żebyśmy anonimowo na kartkach ich ocenili i dokladniej opisali, co nam się w zajęciach podoba, a co - nie :)
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

U nas jest ankieta z kilkoma kryteriami oceny (systematyczność przygotowania do zajęć, atrakcyjność przekazu wiadomości, kontaktowość z indywidualnymi studentami itp.) z możliwością udzielenia odpowiedzi w czterech odcieniach pozytywów i tylko jednym negatywem. Tendencyjne. Tym niemniej uważam, że tego w ogóle nie powinno być.

Jeśli władze uczelni mają nauczyciela pijaka, powinni go zwalniać nie po trzech latach negatywnego oceniania przez studentów, niejako na ich żądanie, ale w trosce o nich, jakość nauki.
No i niebezpieczeństwo przestawienia ról. Jakiś czas temu miałam scysję z jedną z córek, która zrobiła mi awanturę o to jak mało sprzątam w domu (po imprezie musiała sprzątnąć sama i czuła się nieszczęśliwa i geberalnie nigdy nie musi sprzatać, bo uważałam, że nauka dzieci najważniejsza), że kilka razy musiała wstawić sobie pralkę, bo ja nie nadążałam i że prasowania nie ma w ogóle komu robić, a w ogóle to co ja sobie myślę z tym chodzeniem na praktyki, o której zamierzam teraz wracać i czy ona będzie zmuszona przez to samodzielnie robić obiad (15 lat)...
Takie są skutki nauczenia dziecka (męża też), że jest się tylko maszynką od nienagannego służenia mu, a ono to nie musi nic kompletnie, tylko ocenić maszynkę za wszystkie niedomagania własne :cry:
Analogiczny trend występuje w relacji uczeń - nauczyciel. To nie może być dobre, bo zmienia się rolę kto jest od czego. Przez lata musieliśmy się bać ocen jako uczniowie, a na starość nic się nie zmieni, nie doznamy ulgi, ponieważ czasy zmienią się tak bardzo, że będąc nauczycielami będziemy dalej oceniani.
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
elfith
**
Posty: 15
Rejestracja: wt gru 04, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Nibylandia (zDolny Śląsk)

Post autor: elfith »

Ja również uważam, że to dobry pomysł i u mnie na uczelni także funkcjonuje - póki co - w mniejszej skali, ale niedługo ma to się stać regułą na większą skalę. I dobrze. Fakt - przeginki, jak opisane powyżej, mogą się zdarzać, ale władze uczelni też mają rozum. To nie jest krytyka jednostronna - wykładowca też może wytłumaczyć pewne swoje zachowania, czy metody, bo studenci to nie anieli :wink:
Na ostatnim wykładzie nasz największy kosiarz instytutowy - dr Jerzyk (w tej sesji egzamin z makro właśnie u niego) otwarcie przyznał, że każdy egzamin to loteria - nie ważne czy się coś potrafi, bo jak oceniający ma zły humor to wiedza nic nie da. Coś w ten deseń. Miło prawda?
Prawdziwy autorytet tylko na takiej kryrtyce zyska i się wybroni.
welcome to my world
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

A co z poziomem nauki? Czy przypadkiem studiowanie nie będzie się od tego dewaluować jeszcze szybciej?
Łatwo sobie wyobrazić, że nauczyciele zaczną się prześcigać w zabieganiu o pozytywne oceny studentów i nauka piorunem zamieni się w farsę, w zabawę jak to jest właśnie na Zachodzie... Prestiż bycia studentem tam już dawno przestał istnieć. Pierwszy podejrzany przy zaistnieniu przestępstwa ma Zachodzie to jest student, klasyczny mitoman z sieczką w głowie, zaraz po cudzoziemcu.
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
Awatar użytkownika
sosna
***
Posty: 105
Rejestracja: ndz kwie 22, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Racibórz

Post autor: sosna »

Na mojej drugiej uczelni system funkcjonuje odkąd tam jestem, czyli od 5 lat. Ale nie wiem jaki ma sens wypełnianie anonimowych ankiet, skoro obsada pozostaje nadal ta sama?

Jednakże pomysł wydaje mi się trafiony.
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny.
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Tego i owego byś się chętnie pozbył :wink: ? Może większość była jednak zachwycona zestawem nauczycielskim?

Co innego - wynik ankiety, jako pomocnicze źródło wiedzy o jakości pracy kadry uczelnianej, a co innego - jako obowiązkowe źródło informacji.
Gdzie pojawia się słowo - obowiązek - tam zaraz wszyscy dostają palmy, jak je zinterpretować, żeby koniec do bicia wypadł jak najdalej od nich. Na ogół tak długo się nim obraca, aby ci, którzy mieli być dzięki niemu chronieni, byli karani za tzw. niedopełnienie np. (jak będziecie mieli dzieci) obowiązek udostępnienia przez szkoły ubezpieczeń od następstw nieszczęśliwych wypadków zawsze jest interpretowany jako przymus rodzica/opiekuna do zawarcia takiego ubezpieczenia. Ileż ja szkół przeszłam z ich kombinowaniem na to jak to zrobić, żeby rodzic się wstydził tego, iż nie chce czerpać żadnych korzyści z ewentualnego wypadku swojego dziecka (ani przez wkład własnych pieniędzy, ani szkolnych- pomocowych). A to pisz im oświadczonka, że w związku z brakiem ubezpieczenia nie będziesz stawiać roszczeń, a to elaboraty, czego jesteś świadomy w związku z niezawarciem ubezpieczenia, albo - dlaczego nie chcesz (jaki masz powód do rezygnowania z kasy lub z jakiego innego ubezpieczyciela skorzystałeś za ich plecami). A to dziecku nie dadzą jechać na wycieczkę szkolną, bo im jakoby nie wolno brać dzieci nieubezpieczonych... Dlaczego? "Bo jak dziecko jest nieubezpieczone, to odpowiedzialność za wypadek spada na nauczyciela, a w przypadku dziecka ubezpieczonego spoczywa na ubezpieczycielu - tak mieliśmy na szkoleniu ministerialnym i ja na prawdę nie mogę."
Biura podróży, kiedy organizują wycieczki, to też z zapewnieniem tego rodzaju ubezpieczenia, ale jednak klient ma pełną dowolność w tej sferze, bez robienia z niego idioty - jest tylko adnotacja o nim, czy się ubezpieczył (i trzeba mu drukować warunki ubezpieczenia, których w szkołach niestety nigdy nikt rodzicom nie daje - jakoś nie ma obowiązku, bo wystarczy, że szkoła je zna...), czy - nie.

Studenci też kiedyś doczekają, przymusowych wyjaśnień, dlaczego nie chcą ocenić swoich nauczycieli... :wink: , gdyby komuś zachciało się uchylić od obowiązku :!:
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
ODPOWIEDZ